Czas najwyższy przywrócić odpowiednią rangę matematyce
Analiza wyników egzaminów końcowych na poszczególnych etapach edukacji przeprowadzona przez Centralną Komisję Egzaminacyjną obnażyła fatalny poziom nauczania w ogóle, a zwłaszcza matematyki. Stało się jasne, że polskie szkolnictwo, od lat poddawane kolejnym reformom, zamiast kształcić młodych ludzi tak, aby mogli konkurować na europejskim rynku pracy, zostawia ich bezradnych w przypadku rozwiązywania problemów czy też szukania niestandardowych rozwiązań. W państwach Unii Europejskiej, na przykład w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy we Włoszech, władze oświatowe dokładają wszelkich starań, aby jak najlepiej kształcić młodzież, zwłaszcza w zakresie przedmiotów ścisłych. Wiadomo bowiem, że w przyszłości przyniesie to wymierne korzyści, ponieważ najbardziej intratne miejsca pracy będą dostępne właśnie dla tak wykształconych młodych ludzi. W szkołach obowiązują bardzo ambitne programy nauczania matematyki. Władze oświatowe zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest, aby pewne działy matematyki, jak analiza matematyczna (rachunek różniczkowy, rachunek całkowy, równania różniczkowe) czy rachunek prawdopodobieństwa były nauczane odpowiednio wcześnie. Nauczanie rachunku prawdopodobieństwa dobrze jest wprowadzić już w 11. roku życia, a analizę matematyczną w wieku 15–16 lat, bowiem jeśli nastolatek zetknie się z tymi działami matematyki zbyt późno, to w jego mózgu nie powstaną odpowiednie struktury i nigdy nie dojdzie do takiej biegłości, do jakiej doszedłby, gdyby miał z nimi do czynienia odpowiednio wcześnie. A u nas, w Polsce? No cóż, wystarczyło niespełna dwadzieścia lat, aby doprowadzić do zapaści i luki pokoleniowej praktycznie nie do odrobienia. Chodzi oczywiście o zakres, poziom i metodykę nauczania matematyki, przedmiotu bardzo ważnego, który został zdeprecjonowany między innymi przez „odchudzanie” programu. Żeby zobrazować skalę problemu wystarczy powiedzieć, że obecnie najbardziej zaawansowana wiedza ucznia kończącego liceum jest mniej więcej na poziomie absolwenta ośmioletniej szkoły podstawowej z 1983 r. Młodzież szerokim łukiem omija kierunki studiów, gdzie wymagana jest matematyka, bowiem istnieje ogromna przepaść między umiejętnościami maturzystów, a wymaganymi w celu podjęcia studiów wyższych na tzw. kierunkach ścisłych lub takich, gdzie niezbędna jest wiedza matematyczna na określonym poziomie. Nauczyciele akademiccy od kilku lat mówią o tym problemie ostrzegając, że już mamy lukę pokoleniową. Dlaczego tak się stało? W dużym stopniu przyczyną tego stanu rzeczy jest tendencja do podwyższania stopnia scholaryzacji społeczeństwa czyli wzrostu odsetka osób legitymujących się wyższym wykształceniem. Niestety, zawsze jest tak, że kiedy nauka przestaje być elitarna, obniża się jej poziom. Ważną rolę odgrywają też czynniki demograficzne, jak i wszelkie procesy unifikacji dotyczące różnych obszarów życia społecznego, zwłaszcza po naszej akcesji do Unii Europejskiej. Trzeba też wspomnieć o pewnych praktykach zmierzających do „unowocześnienia” procesu edukacji poprzez redukcję nauczanych treści. Okazuje się, że jednak są pewne granice, które przekroczono. W ten sposób znacząco obniżył się poziom uzdolnień uczniów. Zamiast temu zaradzić, zaczęto obniżać poziom nauczania dostosowując go do niższych możliwości. Stworzono szkołę dla „średniaków”, w której nie ma miejsca ani dla słabych, ani dla wybitnych uczniów. Niczego w tym względzie nie zmieniła tegoroczna reforma nauczania. Zdaniem Agnieszki Wojciechowskiej, dydaktyka i redaktor naczelnej „Matematyki” adresowanej do nauczycieli, nowa podstawa programowa przygotowana przez MEN nie gwarantuje wykształcenia dającego podstawę do studiowania na prawdziwie uniwersyteckim poziomie. Rodzi się więc pytanie: w jaki sposób przyszły polski inżynier, który kończąc maturę będzie znał matematykę (jeden z najważniejszych przedmiotów na kierunkach politechnicznych) na poziomie ośmioklasowej szkoły podstawowej, będzie mógł konkurować na unijnym rynku pracy z Niemcami, Anglikami czy Włochami, którzy są dużo lepiej wykształceni? Wiadomo bowiem, że w wielu krajach unijnych program szkolnej matematyki obejmuje na przykład całki czy rachunek różniczkowy. Wobec takich faktów rodzicom nie pozostaje nic innego, jak wziąć sprawę we własne ręce. Musimy domagać się wypracowania takich mechanizmów, aby powszechny dostęp do nauki nie powodował drastycznego spadku poziomu nauczania. Przede wszystkim należy wyławiać wszelkie talenty i odpowiednio je rozwijać, a nie niszczyć. Na to muszą się znaleźć środki w budżecie państwa, bo od tego zależy przyszłość naszego państwa i narodu. Zanim jednak to nastąpi, musimy zachęcać zdolną młodzież do samorozwoju i takie działania sami wspierać finansowo. Im szybciej zaczniemy, tym lepiej. Szkoda bowiem każdego dnia.
Eugeniusz Sikorski redaktor merytoryczny "Świata Matematyki"
|